Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
164 posty 2516 komentarzy

Zapiski spod lasu

Andarian - Mieszkam na górce pod lasem, więc mam szeroką perspektywę spojrzenia na świat.

Fabryka magistrów z wykształceniem podstawowym.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Rzecz o szkolnictwie wyższym.

Polska dokonała skoku cywilizacyjnego. Tak twierdzi premier i środowiska władzy. Jeszcze nigdy, żaden kraj na świecie w tak krótkim czasie nie wykształcił tak wiele osób z wyższym wykształceniem. Czyż nie mamy powodu do dumy? Pośród całej gamy aspektów rozwoju gospodarczego w tym jednym prześcignęliśmy cały świat. W przeciągu dwudziestu lat, udział osób z wyższym wykształceniem w Polsce wzrósł przeszło trzykrotnie. Dlaczego jednak tak znakomite efekty w zakresie szkolnictwa nie przełożyły się w najmniejszym nawet stopniu na pozostałe aspekty rozwoju gospodarczego? Czyżby nasze uczelnie nie spełniały oczekiwań współczesnej gospodarki? Każdy kto choć raz próbował znaleźć pracownika wie, że nie.

W latach 2000-2011 w Polsce przybyło ponad 4,5 miliona osób z wyższym wykształceniem. W chwili obecnej około 1,8 miliona osób w Polsce studiuje na wyższych uczelniach. Od 4 lat możemy zaobserwować spadek ilości studentów w Polsce. Jest on naturalną konsekwencją trendów demograficznych. Kiedy jednak przeanalizujemy dokładniej liczby dotyczące szkolnictwa wyższego w Polsce zauważymy, że trendy w szkolnictwie wyższym kształtują się jednak inaczej aniżeli demografia. O czym to świadczy? Postaram się wytłumaczyć.

Kiedy napisałem przed paroma dniami tekst "Naprawić Polskę" ( spodlasu.nowyekran.net/post/64387,naprawic-polske ) podniosły się głosy oburzenia, że jednym z istotnych elementów programu naprawy naszego kraju jest redukcja nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe. Moje stwierdzenie, że 50% udział w społeczeństwie osób z wyższym wykształceniem jest dla nas zwyczajnie szkodliwy spotkało się z krytyką. Czy mam rację? Pozostawiam to ocenie czytelników. Przedstawię poniżej liczby, które dla mnie stanowią jednoznaczną odpowiedź i chociaż rozumiem, że w społeczeństwie istnieje spora grupa humanistów, to wbrew temu czego pragnęliby niektórzy za humanistę nie uważam człowieka, który nie rozumie matematyki.

Na początek zacznę od krótkiego omówienia najnowszej historii gospodarczej naszego kraju. Nie będę omawiał afer gospodarczych ani szczegółów reform przeprowadzonych po 1988 roku. Każdy kogo interesują losy RP zna te zagadnienia wystarczająco dobrze. Zwrócę natomiast szczególną uwagę na kwestie związane ze strukturą gospodarczą naszego kraju i konsekwencjami dla edukacji płynącymi z tego tytułu.

PRL był państwem rolniczo-przemysłowym. Największą część gospodarki stanowiły wielkie zakłady państwowe. Była to naturalna konsekwencja centralnego planowania gospodarki. Żaden ustrój centralnego planowania nie jest bowiem w stanie skupić się na rozwoju branży usług czy drobnej przedsiębiorczości. Przekładało się to także na kwestie związane z edukacją. Pracownicy hut, PGRów czy wielkich zakładów produkcyjnych w zdecydowanej większość nie potrzebują wyższego wykształcenia. W 1988 roku 6,5% polskiego społeczeństwa legitymizowało się wykształceniem wyższym. Zmiana ustroju politycznego miała bezpośredni wpływ na zmianę ustroju gospodarczego. Nie wnikam w procesy związane z prywatyzacją, w przyczyny upadku większości wielkich polskich przedsiębiorstw. Te stały się faktem. Zjawisko to tylko pogłębiło naturalne procesy wynikające z rezygnacji z centralnego planowania gospodarki. Naturalna presja na powstawanie małych i średnich przedsiębiorstw uległa dodatkowemu wzmocnieniu poprzez gwałtowny wzrost bezrobocia. Osoby z wyższym wykształceniem w takiej sytuacji poradziły sobie zdecydowanie lepiej aniżeli większość społeczeństwa. Nastąpił skokowy wzrost zapotrzebowania na specjalistów z wyższym wykształceniem. Podczas gdy średnie bezrobocie wynosiło w Polsce przeszło 20%, wśród magistrów i inżynierów oscylowało ono na poziomie 3%. Tym samym był to jasny sygnał na młodych ludzi, że tylko studia mogą zapewnić im bezpieczną przyszłość. Likwidacja PGRów i wielkich zakładów przemysłowych sprawiła, że Polska z kraju rolniczo-przemysłowego stała się krajem rolniczo-nijakim. Co więcej, rolnictwo uległo drastycznemu rozdrobnieniu. Kto miał żyłkę przedsiębiorcy zajmował się handlem. Sprowadzano z zagranicy właściwie wszystko. Efektem była galopująca inflacja napędzana dodatkowo przez postępowanie rządzących. Nie będę opisywał procesów, które w początku lat 90ych doprowadziły do stłumienia w zarodku rozwijającej się przedsiębiorczości. Działanie to było faktem, a jego długofalowe konsekwencje odczuwamy do dzisiaj, także w zakresie systemu edukacji. Gwałtowny wzrost kosztów kredytu przy równoczesnym galopującym spadku siły nabywczej pieniądza sprawił, że ta część społeczeństwa, która mogła znaleźć pracę w dopiero rozwijającej się drobnej przedsiębiorczości straciła szansę na spokojny byt. Był to dodatkowy impuls skłaniający młodych ludzi do podejmowania nauki na uczelniach wyższych. Podczas gdy w 1991 roku studiowało w Polsce niewiele ponad 400 tysięcy osób, pięć lat później było ich już blisko dwukrotnie więcej.

Nałożyły się na to również trendy demograficzne. Podczas gdy w 1991 roku żyło w Polsce 512 tysięcy 20-latków, w 1996 było ich 613 tysięcy. Jak widać to nie demografia stanowiła główny czynnik wzrostu ilości studentów. Oprócz presji gospodarczej i demograficznej istotne były jeszcze dwa czynniki, częściowo powiązane ze sobą. Pierwszym była obowiązkowa służba wojskowa, drugim propaganda medialna i filmowa. W 1991 roku na ekrany trafił film "Kroll", w 1994 "Samowolka". Oba te filmy stanowią niejako obraz propagandy antywojskowej w tamtych czasach. Strach przed "falą" w wojsku, w połączeniu z sączoną propagandą i sytuacją na rynku pracy sprawił, że każdy kto był w stanie szedł na studia. W 2001 roku było już w Polsce cztery razy więcej studentów aniżeli 10 lat wcześniej. Był to także rok, w którym matury zdał rocznik największego boomu demograficznego. Podobnie jednak jak pięć lat wcześniej, relatywny wzrost ilości studentów był dużo wyższy aniżeli wynikałoby to z samej demografii. To był także moment, do którego okaleczona i zdeptana gospodarka była jeszcze w stanie wchłonąć większość absolwentów uczelni wyższych. Od 2001 roku możemy zaobserwować gwałtowny wzrost ilości osób bezrobotnych z wyższym wykształceniem. Jedynie w latach masowej emigracji 2006-2007 liczba ta nieznacznie spadła.

Czy winą za to można obarczyć niewydolność polskiej gospodarki? Tylko w pewnym stopniu. W pewnej mierze jest to wina zbyt wielkiej ilości absolwentów wyższych uczelni wchodzących na rynek pracy. Najistotniejszym jednak powodem zaistniałej sytuacji jest dramatycznie niski poziom wykształcenia osób z dyplomami. W chwili obecnej około 1/4 osób aktywnych zawodowo posiada dyplom wyższej uczelni. Wciąż jest to mniej aniżeli w dużej ilości państw wysokorozwiniętych. Kiedy jednak przeanalizujemy strukturę wiekową tych osób zobaczymy, że współczynnik ten wśród młodego pokolenia jest jednym z najwyższych na świecie. Przytoczę kilka liczb, które powinny dla większości czytelników stanowić jasną odpowiedź na pytanie o stan polskiego szkolnictwa wyższego.

Zakładam, że najwięcej wśród studentów jest osób z pięciu roczników, w wieku 20-24 lata. Chociaż również wśród osób starszych możemy wskazać sporo studentów, to jednak ze względu na fakt, że studia w Polsce są zarówno 3, 4 jak i 5-letnie uśrednienie uwzględnia w znacznym stopniu również te osoby.

W 1992 żyło w Polsce 2,5 miliona osób w wieku 20-24 lata. W tym czasie w Polsce było około 425 tysięcy studentów. Studenci stanowili więc 17% swoich roczników. W roku 1997 z 2,9 miliona 20-24 latków studiowało już 930 tysięcy - 32%. W 2002 przy 3,2 milionów osób w wieku 20-24 studiowało 1,7 miliona osób, co stanowiło blisko 54%. W 2007 roku kiedy uczelnie dążyły do apogeum ilości studentów z 2008, w polskim społeczeństwie żyło 3,3 miliona 20-24 latków. Studentów były wtedy blisko 2 miliony - 60%. Po 2008 roku ilość studentów zaczęła maleć, ale procentowy udział studentów wciąż rósł by w obecnym roku przy 2,7 miliona 20-24 latków osiągnąć około 1,8 miliona studentów, co stanowi 66% ogółu osób w wieku studenckim.

Warto zauważyć, że przy tak drastycznie rosnącej liczbie studentów równocześnie można było zauważyć spadek procentowego udziału inżynierów wśród absolwentów wyższych uczelni. Co więcej, w wielu latach można było zaobserwować nawet spadek liczby bezwględnej tych osób. O czym to świadczy pisał nie będę.

Studia stanowią najwyższy poziom wykształcenia dla osób, które nie wiążą przyszłości z pracą akademicką. Tym samym absolwenci wyższych uczelni powinni stanowić elitę w gospodarce. Większość nie może stanowić elit. Jest to zwyczajną niemożliwością. Niestety proces kształcenia ma to do siebie, że poziom jest równany w dół. Na zajęciach nie mogą być przerabiane materiały zrozumiałe tylko dla części kształconych. Chociaż na studiach istnieje pewna selekcja, to obserwując wzrost ilości absolwentów wyższych uczelni łatwo dostrzeżemy, że również ilość osób kończących studia relatywnie rośnie. Jest to konsekwencją obniżenia poziomu kształcenia.

Środowiska lewicowe w swoich postulatach twierdzą, że wszyscy ludzie są równi. Równość, która pod względem ideologicznym wzięła swój początek w pojęciu równości wobec prawa zamieniła się w równość bezwględną. Nie będę się rozpisywać nad bzdurnością takiego konceptu. Wystarczy powiedzieć, że z całą pewnością nie każdy człowiek jest w stanie zrozumieć istotę całek, tak jak nie każdy jest w stanie zrozumieć konsekwencje pojęcia "Jaskini Platońskiej". Są wśród nas osoby, które nie są w stanie zrozumieć ani tego, ani tego. Jest to naturalna konsekwencja czy to procesów ewolucyjnych, czy to talentów danych od Boga. Wszelkie próby ograniczania dostępu do studiów wyższych spotykają się z natychmiastową reakcją zarówno lewicy światopoglądowej, jak i lewicy gospodarczej, która często określa siebie mianem prawicy. Chociaż obie strony wysuwają odmienne argumenty w ich postawach można dostrzec całkowity brak zrozumienia dla istoty szkolnictwa wyższego. Nie istnieją żadne przesłanki by zinstytucjonalizowany proces kształcenia trwał 17 lat. Żadne oprócz jednej. Rosnącego bezrobocia. Problem jednak tkwi w tym, że odraczając wejście na rynek pracy o 5 lat poprzez wysłanie młodego człowieka na studia problem bezrobocia jeszcze się pogłębia. Głównym założeniem szkolnictwa wyższego jest kształcenie kadr, których głównym zadaniem będzie organizacja miejsc pracy. Do tego potrzeba osób o ponadprzeciętnych umiejętnościach. By posiąść ponadprzeciętne umiejętności potrzeba mieć ponadprzeciętny potencjał. Kiedy jednak progam musi być dostosowany do poziomu osób będących zdecydowanie poniżej przeciętnej (z 66% minimum 16% jest poniżej przeciętnej) nie tylko jednostki wybitne, ale nawet te przeciętne marnują swój potencjał. Tym samym osoby, które po ukończonych studiach mogłyby zapewnić rozwój gospodarczy i nowe miejsca pracy nie posiadają ku temu wystarczających kwalifikacji. Ten brak kwalifikacji jest konsekwencją zaniżonego poziomu edukacji.

Historia ludzkości, jest historią wzlotów i upadków. Chociaż cywilizacje rodziły się i upadały, a kaganek oświaty przygasał by wybuchnąć jaśniejszym płomieniem ludzkość wciąż brnęła do przodu. Wiele dzisiejszych osiągnięć nauki jeszcze sto lat temu uznane by było za magię. Z roku na rok powstają nowe technologie. Polska w tym wyścigu jest na szarym końcu. Przyczyną jest polskie szkolnictwo wyższe i niewydajna gospodarka. Ta druga nie dość, że tłamszona przez polskie władze musi się dodatkowo borykać z konsekwencjami upadku szkolnictwa wyższego. Problemem w szkolnictwie wyższym nie jest brak pieniędzy, ale sposób ich wykorzystania. Marnotrawimy gigantyczne środki by dać papierek świadczący dokładnie o niczym. Równocześnie sprawiamy, że jednostki prawdziwie wybitne marnują swój najlepszy wiek na kształcenie poniżej ich poziomu. Jeśli nie rozwiążemy tego problemu Polskę czeka rola kolonii krajów zachodnich, dostarczającej taniej siły roboczej.

KOMENTARZE

  • Dokładnie tak jest !!!
    Obecny system należy ZAORAĆ i zacząć wszystko OD NOWA ...
  • @Skanderbeg 14:20:46
    Właściwie zgadzam się, chociaż osobiście uważam, że zamiast całkowitej likwidacji bądź prywatyzacji należy w pierwszej kolejności zrealizować system voucherów, przyznawanych 10% osobom o najlepszych wynikach w przypadku uczelni wyższych, równocześnie gwałtownie zmniejszając wydatki z budżetu i umożliwiając prywatyzację. W efekcie prędzej czy później (raczej prędzej) to nastąpi.
  • Moje 3 grosze.
    Tak to też widzę. Dodałabym jeszcze jeden czynnik, który jest nie bez wpływu na poziom wykształcenia dzisiejszych osób legitymujących się wyższym wykształceniem - to ilość lat studiów. Obecnie po 3 latach z dyplomem licencjata czy inżyniera, każdy "delikwent" zgodnie z obowiązującym dziś kanonem, określa się osobą z wyższym wykształceniem. Tak wpisuje się i w statystyki "windujące" ilość Polaków po studiach. Dyskusyjna jest sprawa tego "po...", "po studiach", raptem po 3 latach.
    Zwykle dopiero właśnie ostatnie lata studiów "szlifowały" osobowości w zawodzie; teraz wielu młodych absolwentów wyższych uczelni nie ma tego czasu i "to widać, i słychać, i czuć".
    Jeszcze i kwestia komercji... To pewnie osobny szeroki problem, ale też mający znaczenie dla roztrząsania sprawy mizerii, o której wyżej Autor postu...
  • @AnnaZofia 14:30:15
    W przeciągu trzech można wykształcić naprawdę dobrego specjalistę. Problemem są jego wrodzone predyspozycje. Z pustego i Salomon nie naleje jak mawia stare przysłowie. Oczywiście jest to także kwestia programu studiów, to jednak nie było głównym tematem powyższego artykułu. Mogę bowiem posiadać własną wizję dobrej uczelni wyższej i jej programu, co nie znaczy, że ktoś inny nie będzie miał tej wizji jeszcze lepszej. Umożliwienie realnej konkurencji między uczelniami, ale nie pod względem ilości studentów, a jednostek wybitnych, które się na nich kształcą jest w Polsce bezwzględnie potrzebne.
  • @Skanderbeg 14:20:46
    //
    WWmawiano ludziom, że tylko dyplom wyższej uczelni da im dobre zarobki. W ogóle ta wiara w dyplomy jest żenująca.
    //

    Ktoś chciał w to uwierzyć. A dlaczego?

    ///
    A przecież dzisiaj świetny mechanik, murarz, dekarz, kafelkarz, hydraulik, itd, może świetnie zarabiać.
    ///

    Bo po studiach to się ma luksusy. A ty tu o mechaniku, dekarzu, murarzu? Przecież to robota która urąga godności człowieka... wykształconego.

    Paranoja.
  • @Andarian 14:42:11
    "Oczywiście jest to także kwestia programu studiów, to jednak nie było głównym tematem powyższego artykułu." Jasne, rozumiem, dlatego zatytułowałam "Moje 3 grosze". :) Dodałam je do..."głównego tematu". Co do meritum meritum - pełna zgoda! :)
  • Taak,wszyscy Ci pseudomagistrowie to jądro wyborcze Tuska!
    Mam na myśli większość ludzi ,którzy aby skończyć studia przekombinowali.
    Tysiące absolwentów przepchniętych przez uczelniane drzwi tylko dlatego,że zapłacili za naukę.Niestety sytuacja ta już się mści na rynku pracy,gdzie te setki tysięcy muszą zadowolić się łopatą albo bezrobociem.
  • @Bibrus 15:37:30
    Gdyby problem dotyczył tylko płatnych studiów można by machnąć ręką. Niestety dotyczy nawet renomowanych uczelni i elitarnych kierunków. Zdarzają się absolwenci elektroniki na AGH, którzy nigdy w życiu nie trzymali lutownicy, ani nie zaprojektowali samodzielnie działającego układu elektronicznego. Ponieważ elektronika na AGH uchodzi za jedną z najlepszych w Polsce obawiam się, że na innych uczelniach może być tylko gorzej. A piszę o jednym z najbardziej elitarnych kierunków w CAŁEJ POLSCE.
  • @Andarian 15:43:18
    Tylko co z tego? Jak ktos udaje ze cos umie to jeszcze gorzej dla niego. Nie w tym rzecz. Rzecz w tym że ludzie żyją jakimiś chorymi wartościami.
  • Autorze
    Centralne planowanie skończyło się na początku lat 70-tych XX wieku, następnie istniał system parametryczny mający na celu zastąpić instrumentami prawno-finansowymi mechanizm rynkowy. W tym okresie nastąpił największy proces inwestycyjny w Polsce w „wielkie zakłady państwowe” . Zresztą podobnie jak i na zachodzie w tym samym okresie upowszechniły się wielkie korporacje publiczne , bowiem to wynikało z procesów uprzemysłowienia i efektywności wynikającej z efektu skali.
    Nauka i wiedza powinna być dostępna wszystkim chętnym ograniczanie administracyjne jest jedynie powrotem do czasów feudalnych, co nie oznacza że jej celem ma być szkolenie wszystkich na siłę. Jeżeli za postęp uznajemy jedynie lepsze umiejętności korzystania z technicznych narzędzi pracy a nie lepszą umiejętność rozumienia otaczającego nas świata to niewiele się zmienia. Ograniczanie na rynku edukacji prowadzi jedynie to tego samego co na innych rynkach czyli uprzywilejowanie administracyjne tych, których należy uprzywilejować czyli kolejny powrót mentalności feudalnej, społeczeństwa zamkniętego. Już i tak atomizacja i brak porozumienia pomiędzy Polakami jest na granicy konfliktów siłowych.
  • @Antymedyczny 15:54:29
    Problem polega na tym, że większość tych bardziej uzdolnionych studentów ma świadomość tego, że nic nie potrafią. Wielu z nich rozwija się własnym sumptem, ale wielu rzeczy sam człowiek nie zrobi. Przykładowo nie posiadając własnego laboratorium nigdy nie zdobędziesz kwalifikacji do pracy w zawodzie technicznym. Rzecz w tym, że w Polsce nie istnieje możliwość zdobycia wykształcenia na wysokim poziomie. Przez czas jakiś liczył się tylko papierek. Zatrudnienie w administracji wchłaniało połowę absolwentów wyższych uczelni. Dzisiaj to się ostatecznie skończyło. Dalsze zatrudnianie w administracji jest właściwie niemożliwe z braku środków, a papierek dla pracodawców już nic nie znaczy. Mamy bezrobocie 13% a pracodawcy szukają pracowników i nie mogą znaleźć. Nie chodzi o pracę za minimalną krajową ale o pracę na poziomie wyższym od średniej. Nie zatrudnią jednak na stanowisku człowieka bez kwalifikacji, a kwalifikacji na uczelniach nie da się zdobyć.
  • @max99 16:01:04
    Nauka i wiedza nie jest dostępna dla wszystkich i nigdy nie będzie. Do nauki i wiedzy potrzebne wrodzone predyspozycje. Człowiek o niskim poziomie inteligencji zwyczajnie nie jest w stanie zrozumieć przyswajanej wiedzy. Bardzo często nawet nie potrafi jej wykuć na pamięć. Gdyby było tak jak piszesz, ludzkość od tysięcy lat latałaby w kosmos i korzystała z komputerów. Bóg/ewolucja sprawiły, że tylko niewielka część społeczeństwa jest zdolna do zrozumienia zawiłości tego świata, a tylko ta część może pchnąć ludzkość do przodu w zakresie nauki. Myślenie, że jest inaczej stanowi efekt lewicowej indoktrynacji.
  • @Andarian 16:13:06
    Pomiędzy dostępnością do wiedzy a odkrywaniem praw natury bądź społeczeństw jest olbrzymia różnica. Gdyby tak ograniczano dostępność do wiedzy to dzisiaj minimum 90% fizyków nie miało by co pisać bowiem większość z nich w swoich pracach przywołuje wiedzę z prac Einsteina, który większość swoich prac napisał nie będąc związany z żadną instytucją ani naukową ani edukacyjną.
    To, że nie latamy w kosmos może jedynie oznaczać fakt, że adaptacja życia na ziemi nam uniemożliwia przebywanie w innych stanach materii.
    Dyskusja z kimś kto uważa , że każda doza równości jest złem a każdy odmienny punkt widzenia kojarzy z polskim pojęciem lewicowości jest bezsensu.
    Jest wiele pozycji o różnorodności inteligencji (zresztą miernika niemierzalnego) przeczytaj chociażby Golemana lub Pinkera zamiast bezwarunkowo wypowiadać się na tematy o których nie masz pojęcia.
  • @Andarian 16:02:38
    Trudno, człowiek który chce będzie się starał i uczył, a reszta i tak liczy tylko na ciepłe posadki. Cóż wyżej nerek nie podskoczysz i nie ma co narzekać na to że takie są uczelnie. Z sufitu się to nie wzięło. Nie ma sensu o tym dyskutować ponieważ ludzie którzy są za to odpowiedzialni też mają po części tego świadomość i to od lat a nic z tym nie robią. Ponieważ liczy się kasa.

    Wiesz co się dzieje na polskich uczelniach wyższych aktualnie? Nalot studentów z zagranicy ponieważ za każdego takiego studenta uczelnia dostaje kasę.
  • @max99 16:32:36
    Nie kwestionuję równości względem prawa, ani równości szans. Kwestionuję równość ludzi pod względem osobistych predyspozycji. Natura nierówno nas obdarzyła i każdy kto twierdzi inaczej uprawia zwyczajną propagandę. Nie kwestionuję również różnych rodzajów inteligencji. Są one naturalną konsekwencją tego, że każdego z nas obdarzono innymi talentami. Rzecz w tym, że nie każdy człowiek posiada predyspozycje do studiowania, a umożliwiając to każdemu sprawiamy, że Ci, którzy zostali obdarzeni większą ilością talentów z musu się marnują i nie mają jak i gdzie rozwinąć pełni swoich możliwości, tym samym przynosząc niepowetowaną stratę dla ogółu społeczeństwa.
  • @Antymedyczny 16:43:28
    Dlatego właśnie należy o tym krzyczeć możliwie głośno, a w przypadku podjęcia działań mających na celu budowę ruchu społecznego dążącego do zmian kwestię uczelni wyższych należy postawić jako jedną z najistotniejszych.
  • @Andarian 16:56:02
    Nie zgadzam się. Należy zająć się fundamentami które leżą poza samymi uczelniami. Zawsze kiedy się chce coś naprawiać należy spojrzeć skąd wyrastają temu nogi.

    W innym wypadku historia czy jak kto woli los albo też Bóg zrobią sami z tym porządek. Niebezpieczne jest kiedy ktoś się zacznie rzucać i mieć pretensje. To nic nie da tylko zwieść może.
  • Racja...
    Zgadam się z meritum, ale jako aktualny student nie ze wszystkim się zgodzę. Tak astronomiczny wzrost liczby studentów wynika z dwóch powodów.
    > uczelnie wyższe zrezygnowały z egzaminów wstępnych na studia.
    > pojawiła się wraz ze zmianą ustroju duża ilość szkół prywatnych.

    To właśnie w głównej mierze szkoły prywatne zawyżają ilość magistrów, inżynierów, licencjatów i wszelkich innych magików na rynku pracy. A co gorsza subwencje budżetowe są wypłacane na studenta, więc prywatne szkoły odbierają pieniądze państwowym szkołom.
    Brak innowacyjności społeczeństwa, te 200 patentów, to akurat wina tego że szkoły wyższe w dużej mierze operują w oderwaniu od rynku pracy. Trudno spodziewać się super innowacyjności, skoro w większości szkół kierunki techniczne nie są prowadzone we współpracy z firmami odpowiadających profilach działalności.
  • @Antymedyczny 17:12:05
    OK. Tak stawiając sprawę muszę się zgodzić. Rzecz w tym, by o uczelniach mówić jako kolejnym powodzie, dla którego potrzebne są zmiany w Polsce.
  • @dratewka 17:15:26
    To, że uczelnie wyższe zrezygnowały z egzaminów wstępnych stanowi według mnie objaw, nie przyczynę. Przyczyna tkwi w samej koncepcji szkolnictwa wyższego. Szkoły prywatne, chociaż jest ich dużo kształcą nadal zdecydowanie mniej studentów aniżeli uczelnie państwowe. Już samych studentów na uczelniach państwowych jest dużo aniżeli ma to sens.
  • @Andarian 17:17:26
    Chodzi o to że nie możesz żądać od kogoś kto nie jest do tego zdolny.

    To jest jeden z typowych błędów jaki dostrzegam w mentalności Polaków. To jest to samo co robią ci którzy studiują dla papierka.

    Jeżeli się z tego kręgu nie wyjdzie to się nic nie zrobi.

    Andarian, nie musisz umieć proijektować układów, nie musisz nawet studiować żeby dobrze żyć. To nie są rzeczy święte. A jeżeli rzeczywiście zależy ci na tym to musi cię być na to STAĆ. Co to znaczy stać? Ano właśnie to jest clue całej zabawy. Reszta jest chciwością i jest zawsze głupotą która może prowadzić jedynie na ciemną stronę.

    Co w takiej sytuacji robi człowiek świadomy który mierzy siły na zamiary to chyba jest oczywiste.

    Poza tym znam ludzi którzy kończyli kilka lat temu poważne uczelnie i zajmują się projektowaniem układów, owszem musieli oni wyjechać na antypody aby uzyskać dostęp do najnowszych technologii. I było w tym trochę spraw problematycznych no ale nie jest to niewykonalne i jak ktoś chce to może.
  • @Andarian 17:22:43
    ///
    Już samych studentów na uczelniach państwowych jest dużo aniżeli ma to sens.
    ///

    Nie wiem jak jest wszędzie ale mam doświadczenie z jednej uczelni technicznej z czasów kiedy były egzaminy. To co mogę powiedzieć to jedna rzecz, mianowicie mental ludzi rządzących uczelniami i ludzi którzy na te studia uczęszczają. Po prostu ludzie. Ograniczeni ludzie.
  • @Antymedyczny 17:23:39
    Właśnie w tym rzecz. Skoro nie możesz żądać od kogoś kto nie jest do tego zdolny, a system wymaga od Ciebie byś taką osobę kształcił musisz zwyczajnie wymagać mniej i na tym polega zbrodnia. W kwestii wyjazdu na antypody, powinienem był napisać, że nie ma warunków do właściwego kształcenia w naszym kraju. W kwestii ewentualnych zmian w naszym kraju, jestem przekonany, że takie zmiany są możliwe i naród jest do takich zmian zdolny.
  • @Andarian 17:29:27
    Nie naród nie jest zdolny. Absurd.

    Gdyby był zdolny to by był zdolny. Naród czeka i liczy na to ze ktoś da, a to nie jest zdolność. To jest zgórność. I tak się dzieje, czekamy na inwestycje, na import technologii itd. Jesteśmy wtórni i takie są uczelnie. Ale w zasadzie ma to wszystko poślednie znaczenie. Zawsze tak było i tak będzie jeżeli studiuje masa. Tylko nieliczni wyznaczają standardy, reszta zajmuje się powielaniem. A do tego nie potrzeba studiów. ODwrotnie to przez to nieroby i maminsynki studiujące na najlepszych uczelniach zawsze płaczą bo inni bez studiów robią to czego oni nie mogą po studiach. Dlatego że czekają aż ktoś ich nauczy, a ten kto rzeczywiście chce się nauczyć nie czeka i uczy się po prostu.

    Dobrze analizujesz Andarian, jest tak jak piszesz. Lecz niestety synteza jest słaba i nie odpowiadająca rzeczywistości.
  • zasadniczym ograniczeniem ilości studentów
    powinien być poziom wymaganej wiedzy dla określonego poziomu wykształcenia. To kryterium rozstrzygnęło by dyskutowany tutaj kontrowersyjny problem ilości potrzebnych ludzi z wyższym wykształceniem. W świecie dzisiejszym, gdzie edukować można się samemu korzystając z dostępnej technologii, samo formalne wykształcenie może być tylko dodatkiem. Zgadzam się też z postulatem, że najzdolniejsi powinni być promowani stypendiami umożliwiającymi im studiowanie na najlepszych uczelniach. Pozostaje jednak problem ucieczki najlepszych poza granice kraju , w sytuacji gdy to społeczeństwo złożyło się na ich kosztowną edukację.
  • Tytuł tego tekstu brzmi:
    ///// Fabryka magistrów z wykształceniem podstawowym. /////

    A Starowieyski zwykła mawiać o ludziach "po wyższych studiach bez podstawowego wykształcenia".
  • @Andarian 17:22:43
    Rezygnacja z egzaminów była bezpośrednim efektem konkurencji o studenta ze szkołami prywatnymi które nie mają takich egzaminów.
    Nie wiem jak to wygląda na uczelniach prywatnych i uniwersytetach, ale mogę stwierdzić, że politechniki raczej nie kończą "barany". Szkoły publiczne kształcą prawie tyle samo co państwowe szkoły. 187 tys. do 160 tys. przewaga publicznych wynosi.
    Kwestią równania w dół zajmuje się komisja weryfikacyjna, organizująca egzaminy na uczelniach, jeśli studenci nie umieją tego co powinni to uczelniom odbiera się uprawnienia do prowadzenia danego kierunku.
    Problem w dużej mierze leży w tym, złych proporcjach rozkładu studentów na studiach.

    http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/warsz/ASSETS_szkoly_wyzsze_2010.pdf
    polecam każdemu zainteresowanemu, odrobina danych na temat liczebności i struktury społeczności studentów.
  • @zadziwiony 17:47:26
    Ale którzy to są ci najlepsi?

    Gdyby to byli ci najlepsi to byśmy dzisiaj nie mieli tego co mamy tak? Więc te stypendia to nie są dla najlepszych.

    A jeżeli tak to ci najlepsi sami widzimy jacy są.
  • @Antymedyczny 17:42:00
    Pisząc, że naród jest zdolny miałem na myśli to, że jest gotowy zaakceptować zmiany i posiada w sobie wystarczającą ilość jednostek wiedzących co zmienić. Studia powinny stanowić szansę na korzystanie z zasobów, które w pojedynkę zdobyć trudno. Swoisty group-on na wiedzę i aparaturę. To czy będą to uczelnie prywatne czy państwowe ma już mniejsze znaczenie. Ważne, by każdy miał świadomość tego, że wyższe wykształcenie jest dobrem, że ma swoją cenę, ale w odróżnieniu do chleba nie każdy jest w stanie właściwie z tego dobra skorzystać.
  • @dratewka 17:52:30
    Te dane, które podałeś dotyczą województwa mazowieckiego. W całej Polsce jest łącznie 1,8 miliona studentów, a proporcje są inne aniżeli w samej Warszawie.
  • @Andarian 18:01:47
    NIe bardzo rozumiem. Jest zdolny ale nie jest? Skoro jest to o co chodzi? Moim zdaniem nie jest i czeka na to aż ktoś to zrobi za niego. Pewnie też czeka na to że na tym skorzysta. No więc tak się dzieje. W czym więc problem nie rozumiem. Chcesz czarować rzeczywistość? Myślisz że to tak wygląda że powiesz ludziom i oni zrobią wysiłek?
  • @Andarian 18:01:47
    Jeżeli chcesz coś zmieniać musisz zaczynać od tych dołów. Zamiast wyścigu po stołki, kasę, luksusy musi być zrównoważony wzrost. A reszta przyjdzie sama. W innym wypadku zdani jesteśmy na zastrzyki, a to jest droga zawsze do tego samego, do choroby.
  • @Antymedyczny 18:16:12
    Do zmian potrzebna jest wola ludzi. Ta wola jest. Pomimo działań mających na celu jej ukierunkowanie w inną stronę. Polska dotarła do punktu, w którym właśnie takie zmiany przyniosą korzyści zdecydowanej większości. To, że do zmian potrzebne jest działanie nie ulega wątpliwościom. Jest wielu, którzy już działają. Nadeszła pora, by odnaleźli się i zjednoczyli w swoim działaniu. Wypracowali wspólny program i schemat działania. Z całą pewnością to nie jest tak, że "powiesz ludziom i oni zrobią wysiłek". Ludzi nie pociąga mówienie, a działanie. Działa wielu, pora by Ci, którzy chcą działać rzeczywiście dobrze zaczęli działać we współpracy ze sobą.
  • @Andarian 18:30:48
    No to o co chodzi? Skoro jest dobrze według ciebie to po co ten tekst że jest źle?
  • @Antymedyczny 18:41:48
    Powiedzmy, że ten tekst jest częścią działania.
  • @Andarian 18:08:55
    Racja, nie ten sznurek....
    http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PUBL_e_szkoly_wyzsze_2010.pdf
    najbardziej aktualne zestawienie jakie znalazłem 30 XI 2010.
    według niego to około 63% ogółu studentów znajduje się na 3 grupach kierunków:
    >ekonomia i administaracja,
    >kierunki pedagogiczne,
    >kierunki społeczne.
    Mając taką ilość ludzi zawieszonych na kierunkach nie powodujących wzrostu realnej produktywności gospodarczej to czemu się dziwić?
    A co gorsza większość uczelni prywatnych prowadzi nauczanie właśnie w tych trzech grupach kierunkowych.

    http://www.nauka.gov.pl/szkolnictwo-wyzsze/system-szkolnictwa-wyzszego/uczelnie/uczelnie-niepubliczne/wykaz-uczelni-niepublicznych/

    Więc wizja zmniejszenia ilości studentów = delegalizacja uczelni prywatnych. Stosując drakońskie wymogi na uczelniach państwowych powodujemy przesunięcie ludzi do szkół prywatnych.
  • @Andarian 18:53:45
    Czyli zwykłe bicie piany.
  • w kogo uderzą cięcia Andariana?
    2/3 studentów płaci, w tym połowa studentów uczelni publicznych płaci za studia, 1/3 (druga połowa w publicznych) płaci np. za powtarzanie roku, czy egzaminy

    dobrzy studenci spośród tych którzy dziś (statystycznie nie płacą za wszystko) i tak w większości uzyskaliby środki na kształcenie, a spłacali je z zarobków, jeśli nie - znaczy źle wybrali albo nie byli dobrzy, tym bardziej nie powinien "za nich" płacić podatnik

    konstrukcja systemu "szkoDnictwa wyższego" nastawiona jest nie na kształcenie a na pokonywanie przeszkód na drodze do dyplomu
    http://chalupka.pl/pliki/skazani_na_konflikt_mch.pdf

    więc to nie studenci stracą na cięciach, cięcia zmuszą do zmian w systemie etatystyczno-korporacyjnym zasilanym budżetową kroplówką, opartym na przymusie posiadania dyplomu w wielu zawodach i uczelnianym monopolu na dyplomowanie
    http://chalupka.pl/pliki/mlot_kowadlo_znieczulenie.pdf
  • @dratewka 18:56:11
    Delegalizować uczelni prywatnych nie zamierzam. Chcę tylko skończyć z beznadziejnie głupim systemem przydzielania środków dla każdego studenta. Środki jeśli w ogóle powinny być przyznawane tylko dla najlepszych. Oczywiście problemem jest określanie kto jest najlepszy, co niejako wskazuje, że wszelkie dopłaty są niewskazane. Mimo wszystko uważam jednak, że właściwie skonstruowany egzamin maturalny umożliwiłby rozdzielanie takich środków.
  • @www.chalupka.pl 19:02:04
    Mimo wszystko nie wycofywałbym całkowicie państwa z systemu stypendialnego, szczególnie nie od razu. Uważam, że 10% osób uzyskujących najwyższy wynik na maturze powinno uzyskiwać stypendia ze strony państwa, jako przewidywanie dobrą inwestycję.
  • @Andarian 19:14:54
    Temat na tyle ważny, że komentuję bez przeczytania, co mi się raczej nie zdarza. Powiem tak : jeśli absolwent spotyka się z pracodawcą dopiero podczas podpisywania umowy o pracę to spotyka się o kilka lat za późno. Z tym fantem coś trzeba zrobić. Jedynym pomysłem, który przychodzi mi do głowy to wprowadzenie obowiązku wykupu absolwenta przez pracodawcę z systemu szkolnego.
    Są to sprawdzone rozwiązania z silnych gospodarek.
  • @Andarian 19:18:24
    Po przeczytaniu 5 x *
  • @Antymedyczny 18:58:11
    Nie nazwałbym tego biciem piany. Wszak dzięki temu artykułowi nawiązała się między nami ciekawa dyskusja. Tym samym, kiedy przyjdzie czas działania któryś z nas będzie wiedział czego się po drugim spodziewać, by móc nawiązać ewentualną współpracę.
  • @Andarian 19:14:54
    Ależ wspieranie dla najlepszych jest i ma się całkiem nieźle, w końcu stypendia nie od wczoraj istnieją.
    Tak na prawdę to pompowanie nawet największych funduszy w uczelnie wyższe i najwybitniejszych studentów, w dużej mierze mija się z celem jeśli nie da się im solidnego wykształcenia już na poziomie gimnazjów i szkół średnich.
    problem z brakiem odpowiedniego poziomu wśród studentów dało by się, rozwiązać egzaminami wstępnymi, wtedy Uczelnia by mogła sama zdecydować jak wysoko celuje z ambicjami swoich przyszłych absolwentów.
    Systemowy problem edukacji na studiach leży w tym że system subwencji promuje te uczelnie na których jest najwięcej studentów a nie te które kształcą najlepiej bądź w strategicznych dla gospodarki kierunkach.
  • @dratewka 19:43:56
    Myślę, że nasze myślenie jest bardziej zbieżne aniżeli mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Do naprawy jest właściwie cały system edukacji, a kwestie sposobów finansowania w pierwszej kolejności.
  • @Andarian 14:27:25
    w pierwszej kolejności zrealizować system voucherów, przyznawanych 10% osobom o najlepszych wynikach..

    >>> ??? Czy TY Andarianie wiesz jak powstają te "najlepsze wyniki"które chcesz premiować ?
    .. to w dużej mierze efekt cwaniactwa (już od poziomu gimnazjum) typu: nabyte testy z poprzednich lat, nabyte opracowania, uchylanie się od terminów sprawdzianów ..by na II terminie pisać ten sam zestaw który był pierwotnie (czyli znany) ... do tego kasa rodziców i korki..
  • @a1a 20:27:59
    Dlatego należy wrócić do egzaminów, w których liczyły się umiejętności, a nie ilość materiału wykutego na pamięć. Mówiąc najlepsze wyniki mam w tym wypadku na myśli matury, nie wyniki już na studiach. Oczywiście takie rozwiązanie nie jest też idealne, jeśli ktoś potrafi takie wskazać z chęcią wysłucham. Wprowadzenia pełnej odpłatności za studia jednak nie traktowałbym jako takiego rozwiązania, z wielu względów, z których właściwie najistotniejszym jest brak możliwości sprawdzenia na dzień dzisiejszy jakości kształcenia przez szkoły wyższe.
  • @Andarian 20:36:34
    To jest cały czas ta sama bajka co jest. Ty chcesz naprawiać ten system jego metodami?

    \
  • @Antymedyczny 21:10:00
    Nie chcę naprawiać go jego metodami. Chcę naprawić go skutecznie, bez wywołania długotrwałej destabilizacji. Owszem, całkowita likwidacja państwowego szkolnictwa w długiej perspektywie czasu z pewnością byłaby korzystna. Rzecz w tym, że w krótkiej perspektywie czasu wywołałaby szok i destabilizację, której efekty przyniosłyby tak wiele strat, że korzyści przerosłyby koszty w perspektywie nie krótszej niż 10-20 lat, a w rzeczywistości dopiero po 40-50 latach. Tak mówią zasady autoregulacji systemów. Potrzebujesz minimum kilku całych przebiegów (w tym wypadku cykli nauczania) by dowolny układ sam się ustabilizował, w szczególności, że dla wolnego rynku jedynym regulatorem jest naturalny mechanizm nadążny, który z natury rzeczy jest najwolniej stabilizuje. W chwili obecnej system jest w pozycji tak skrajnie odmiennej od stanu równowagi, że należy oczekiwać gigantycznej niestabilności. Wniosek płynie z tego prosty. Należy możliwie szybko doprowadzić system do położenia możliwie bliskiego równowadze i wtedy go całkowicie uwolnić.
  • Jak widać, aroganccy MWzWM mają prawo do wypisywania dowolnych
    bzdur, i co gorsza zyskują poklask,

    jedynym ograniczeniem (zostawieniem na drugi rok) dostępu do studiów powinny być niezdane egzaminy, a nie jakiekolwiek inne pomysły utrudniania, obcinania finansowania, rozważania o zdolnościach, braku potrzeby, i co tam jeszcze wykształcony ponawypisywał.

    Wszystkie te powyższe rozważania trącą eugeniką (chociaż nie są (dopisek dla tych, co nie umieją czytać)) i kolonializmem. To komuna w swoim dążeniu do ekonomicznej efektywności ograniczała ludzi w ich aspiracjach. Myślałem, że to się skończyło, ale jak widać biurokratyczne myślenie opanowało umysły tych, co na co dzień wycierają sobie komuną gębę.
  • @Andarian 16:13:06
    tak właśnie mawiali kolonialiści o czarnuchach.
  • @Andarian 21:22:51
    Widzisz z tego co czytam po twoich wpisach widzę że nie masz właściwego rozeznania ani dobrego pomysłu na naprawę. Tu nie chodzi o to że lepsi uczniowie nie są promowani, oni często wcale nie muszą być promowani. Tu chodzi o coś zupełnie innego. Otóż ci dobrzy są nieustannie dobrzy i ci którzy zostają i potem decydują o kształcie nauczania to są właśnie ci dobrzy nagradzani. To co ty proponujesz niczego nie zmienia. Ale spokojnie nie denerwuj się ja nie twierdzę że da się to zmienić systemowo. Nie da się. Tutaj po prostu trzeba prawdziwej troski od dzieciństwa. Prawdziwego ducha nauczania, a może szczególnie właśnie wspierania tych słabszych. Ale co tam zaraz pewnie zostanę uznany za lewaka. Poza tym co ja piszę też niczego nie gwarantuje ponieważ tutaj trzeba prawdziwej gorliwości i wsparcia.
  • @interesariusz z PL 21:28:16
    Nie jestem ani młodym wykształconym, ani nie mieszkam w wielkim mieście. Czy tego chcesz czy nie skomplikowaną całkę wielu zmiennych nie każdy policzy. Twierdzenie czegoś innego świadczy o tym, że nigdy w życiu nie uczyłeś człowieka, który zwyczajnie nie był w stanie zrozumieć materiału.
  • @zadziwiony 17:47:26
    "Zgadzam się też z postulatem, że najzdolniejsi powinni być promowani stypendiami umożliwiającymi im studiowanie na najlepszych uczelniach."

    a czemu nie nagradzać pięknych nagrodami za to, że urodzili się piękni ?

    a może osiłków za to, że biją słabszych ?

    Stypendium to dałbym miernocie, która ma tyle ambicji, że chce z wielkim trudem te studia skończyć.

    Ci najlepsi i tak sobie radę dadzą, a jak się wykształcą, to będą gnębili pozostałych, twierdząc, że im się wszystko należy, bo przecież są najlepsi. Taki wyedukowany naród wybrany.
  • @Antymedyczny 21:31:24
    Mylisz się twierdząc, że to ci dobrzy decydują później o kształcie nauczania. Nie zrozumiałeś również tego o co mi chodzi. Ja nie chcę by Ci lepsi uczniowie byli promowani. Ja chcę, by edukacja słabszych (często tak słabych, że ich nauka niczego nie przyniesie) nie odbywała się kosztem tych najlepszych.
  • @interesariusz z PL 21:33:03
    Ale zrozum, że właśnie z powodu tej miernoty poziom całej reszty z musu będzie niższy. Płacąc za jego edukację, która nic nikomu nie przyniesie odbieramy możliwość osiągnąć większy poziom tym, którzy mają ku temu potencjał.
  • @Andarian 21:31:47
    nie trafiłeś, nauczałem studentów w państwowej uczelni, i to w dawnych czasach, a nie obecnych.

    Liczenie skomplikowanych całek, różnych innych ciekawych współczesnych funkcji, rozumienie przestrzeni Scotta, którą jak mawiają złośliwi, rozumie tylko sam Scott, łańcuchów Markowa, naprawdę nie jest potrzebne, aby mieć wyższe wykształcenie w dziedzinie dajmy na to budownictwa, albo psychologii. Michał Anioł tego nie znał, a co nieco stworzył.

    Ten co umie liczyć durne całki, może nie być w stanie zrozumieć drugiego człowieka, czy też filozofii. To nie jest tak, że istnieje tylko jeden typ inteligencji. Dlatego ja stanowczo się sprzeciwiam temu, aby ukończenie wyższych studiów było obwarowane opanowaniem jakiegoś obcego języka. Naprawdę, są ludzie zdolni tworzyć genialne rzeczy i równocześnie niezdolni do nauczenia się niemieckiego. Albert nie wypełniłby żadnego współczesnego formularza, do tego był za głupi.
  • @Andarian 21:38:59
    nie, nie odbieramy, wystarczy odpowiednio zorganizować naukę, problem starszy niż świat.
  • @Andarian 21:38:59
    My mieliśmy w zeszłym roku wypadek na manewrach, jeden chorąży postrzelił się w stopę. I to tak nieszczęśliwie, że mu tylko miazga została. Nasz kompanijny felczer, jak to zobaczył to zbastował, zaraz posłał nas z rannym do garnizonowego szpitala, sanitarą na syrenie. Tam oddałem naszego rannego w ręce bardzo znanego chirurga w stopniu pułkownika, speca od ran postrzałowych, akurat miał dyżur. A ten pułkownik, jak spojrzał na rane, to kazał dezynfekować a sam udał się na zaplecze, do swojej kanciapy. Widziałem przez szybę, że zapuścił googla i się naprędce dokształcał. Wydaje mi się, że można by, w ramach reformy edukacji, zlikwidować całe szkolnictwo wyższe i udostępnić w zamian darmowy dostęp do szybkiego internetu. W końcu uczyli nas na studiach, że to nie sama wiedza jest istotna, lecz raczej wiedza o tym, jak i gdzie pozyskać informacje. Taki był, zdaje się, cel tej smutnej farsy, którą w swoim czasie większość z nas przeszła, mam na myśli pisanie pracy magisterskiej. Jestem pewny, że po sesji na necie byłbym w stanie wykonywać w sposób zadawalający większość uprawianych dzisiaj zawodów wymagających studiów wyższych. W tej sytuacj wnoszę o zlikwidowanie szkół wyższych w trybie natychmiastowym. Akademie wojskowe powinny pozostać.
  • @Pan podporucznik 22:22:55
    Szkoły faktycznie można by zlikwidować ale potrzebne są laboratoria.

    Co do medycyny to akurat nie najlepszy przykład bo tak przecież było zawsze, zresztą co się dziwić, to dobrze że ten lekarz rzucił okiem do googla zanim podjął się zabiegów, przypomniał sobie co i jak w takim konkretnym przypadku, nie ma się czego wstydzić. Ten lekarz gdyby jednak faktycznie był takim profesjonalistą to by nie zamykał się w kanciapie ale latopa ze sobą nosił.
  • Słoń, a sprawa polska
    Słoń, jaki jest - każdy ślepiec widzi.
    Dajcie spokój immym.
    Myślcie o sobie. Jak sobie pomoiżecie - to inni uwierzą, że potraficie pomóc innym.

    Myślicie za Polskę. Globalnie. Pochylacie z troską głowę nad losem innych.
    I wszyscy tak mają. I takie mamy rezultaty.

    Polskę można i należy wyregulować na poziomie podstawowym.
    Nie - wyższym.

    W podstawówkach i szkołach średnich należy wprowadzić prawo i ekonomię, która się nie zmieni istotnie przez kolejne 20 lat.

    Po co uczyć ludzi (na studiach) organizacji pracy, skoro nie działa ekonomia? Jeki efekt to przyniesie? Komu?

    Po co uczyć prawa, skoro zmienia się z prędkością światła?
    A jak je interpretować - arbitralnie stanowi 15 sędziów z TK?

    Nie mamy państwa, w którym większość obywateli byłaby pytana o zdanie w państwowych sprawach. Kiedyś od Polaka państwo oczekiwało daniny kwi dla obrony suwerenności.
    Dziś - jakaś samozwańcza - nie respektująca woli większości obywateli - władza - nie pozwala owej daniny krwi złożyć w obronie tożsamości i suwerenności Polski.
    Odwrotnie - glajtszachtuję ją i wyprzedaje na wyścigi.
    Obywatel - ma być globalny. Nie związany z ziemią. (historycznie polską)

    Jaki więc jest kontekst tej dyskusji?

    Kto (czyje podatki) - kształci młodych Polaków - komu i po co?

    Wykładam na tradycyjnej politechnice ponad trzydzieści lat.

    Publikacja naukowa w języku polskim - NIE LICZY SIĘ!

    O tym podyskutujmy.
  • @Antymedyczny 21:10:00 do @Andarian'a
    To jest cały czas ta sama bajka co jest. Ty chcesz naprawiać ten system jego metodami?

    >>> sensowne pytanie zadałeś. Bo ja też tak to odbieram, ze Andarian postrzega w 'systemie szkolnictwa' wartość samą w sobie ..
    A gdzie miejsce dla alternatywnych możliwości ?
    Np: potwierdzenie kompetencji samym egzaminem, bez żadnych 'studiów' itd..
  • @interesariusz z PL 22:16:36
    Michał Anioł tego nie znał, a co nieco stworzył.

    Ten co umie liczyć durne całki, może nie być w stanie zrozumieć drugiego człowieka, czy też filozofii. To nie jest tak, że istnieje tylko jeden typ inteligencji. Dlatego ja stanowczo się sprzeciwiam temu, aby ukończenie wyższych studiów było obwarowane opanowaniem jakiegoś obcego języka. Naprawdę, są ludzie zdolni tworzyć genialne rzeczy i równocześnie niezdolni do nauczenia się niemieckiego. Albert nie wypełniłby żadnego współczesnego formularza, do tego był za głupi.

    >>> trafnie. A wniosek ? Potrzebne są różnorodne modele/ systemy kształcenia, bez 'równania' wszystkich i wtłaczania do tego właściwego'
  • @Pan podporucznik 22:22:55
    Jestem pewny, że po sesji na necie byłbym w stanie wykonywać w sposób zadowalający większość uprawianych dzisiaj zawodów wymagających studiów wyższych.

    >>> całkiem możliwe :)
  • @BTadeusz 08:45:33
    Nie mamy państwa, w którym większość obywateli byłaby pytana o zdanie w państwowych sprawach.

    >> i to jest sedno sprawy
  • @a1a 13:10:58
    Temat reformy szkolnictwa wyższego jest bardzo obszerny. Artykuł powyższy przedstawia pewne fakty i liczby. Przedstawia również moją interpretację tych liczb. Przedstawione także w komentarzach elementy mojej wizji reform szkolnictwa wyższego stanowią tylko pewien fragment tej wizji. Postaram się w najbliższych dniach przedstawić bardziej szczegółowy opis. Mam nadzieję, że wtedy nie spotkam się z opiniami, że pragnę naprawiać system jego metodami.
  • @Andarian 14:23:27
    Szanowny Andarianie.
    W jakim kontekscie chcesz pomagać Tuskowi?
    Polskim? czy - €Uropejskim?
    Reforma ma przecież poprawić państwo, więc pomóc władzy.
    Czy nie?

    Przecież pucla wymalowaniego przez obecną klasę polityczną nie da się poskładać. On nie stanowi całości.

    Kto by zresztą miał Twoją wizję wdrożyć do praktyki?
    Biorą pod uwagę fakt, że "posłów nie wiążą istrukcje wyborcze.

    Bierzesz się za nonsensowny temat.
    Uważasz się za demokratę? Czy za wybranego?
    (demokracja, to - stanowienie prawa wolą większości uprawnionych) (oczywiście to, co za oknem - nie jest nawet karykaturą demokracji, to - tyrania w wersji "soft")
  • @BTadeusz 16:37:18
    Jestem zwolennikiem wolności. Demokracja, czy też każda inna forma tyranii stanowią tylko narzędzia do realizacji celów. Jeżeli swoim tekstem przekonam do swojej wizji 5 osób, a każda z tych osób przekona kolejne 5 osób, to prędzej czy później zbierze ię masa krytyczna, która umożliwi dokonanie zmian. Zmian, które będą stanowiły spójną całość gwarantującą wolność.
  • @Andarian 09:37:18
    Rzecz w tym, że nie da się skutecznie(?) naprawić (zreformować) szkolnictwa wyższego obecnym kontekscie.
    "Reforma" musiałaby być dopasowana do tego kontekstu.
    A kontekst - nie pasuje do niczyich (chyba?) oczekiwań.

    Trzeba zreformować kontekst. -:)
  • @BTadeusz 13:18:28
    Mimo wszystko myślę, że można z obecnego szkolnictwa wyłonić ziarno właściwego kontekstu i z tego ziarna wyhodować polskie drzewo nauki.
  • @Andarian 13:22:18
    Oj!... -:)
    Na obrusie stały społem
    w dzbanku kawa, tort i strucla,
    a pod stołem zgodnym kołem
    układały dzieci pucla.
    Tu kolegom, koleżankom
    w mig wyjaśniam, trzasku-prasku,
    pucel to jest układanka
    według wzoru na obrazku.
    Setki małych kawalątek,
    do wyboru, do koloru,
    z cierpliwością, świątek - piątek,
    się układa według wzoru.
    Z nazwą bywa rozmaicie:
    wuj anglista, chociaż wazel-
    iniarz, śmieje się z nas skrycie
    i nazywa toto "pazeł".
    Tak czy owak - na obrazku
    było zboże świeżo ścięte,
    piernikowa chatka w lasku
    i krasnalki z transparentem.
    W krąg się wiła rzeka mleczna,
    kłos się złocił, kwiat zakwitał,
    słowem, była to bajeczna
    kwintesencja dobrobytu.
    Basia, Mania i Jureczek,
    i nieznośny Jasio mały
    taki oto obrazeczek,
    postękując - układały.
    Lecz choć wytężały oczka,
    zniechęcając się po troszku,
    choć się jęła zbliżać nocka,
    układanka była w proszku.
    Darmo dymi chałupina,
    darmo zboże stoi w snopkach,
    Jurek znalazł ćwierć komina,
    ale na tym koniec - kropka.
    W końcu Jasio wstał z kolanek
    ścisnął w piąstki małe dłonie,
    krzycząc: "Proszę koleżanek,
    ktoś nas tutaj robi w konia!
    i Ja mam dość tych dyrdymałków,
    spójrzcie same, jeśli łaska,
    przecież żaden z tych kawałków
    nie pasuje do obrazka!
    Proszę taty, proszę mamy,
    dajcie wytchnąć, dajcie pożyć
    po co my to układamy,
    jak to nie da się ułożyć?!
    Po co my tu główkujemy,
    wytężamy się od nowa,
    po co dopasowujemy,
    jak się nie da dopasować?!
    Ja bym mógł do ciemnej nocki,
    tak układać z wami razem,
    ale dajcie nowe klocki
    albo zmieńcie ten obrazek!”
  • @
    ja to nazywam "fabryka wykształciuchów", może by to skrócić na "wykształciuchcia".
  • Nie ma zakazu uczenia się
    Naprawdę nikt nie zabrania uczenia się, więcej niż wymaga wykładowca, ba uczenie się więcej procentuje odpowiednim stypendium naukowym a do nauki są dziś fantastyczne warunki w porównaniu z czasami PRL czy wcześniejszymi. Jednak większość osób uczy się przysłowiowego minimum. Powód? Bo i tak w pracy nie będzie liczyła się jego fachowość i wiedza ale znajomości i układy. Taka jest współczesna Polska. Sam mam ukończone studia z tytułem mgr inż. i DOKŁADNIE z mojego roku wszyscy synowie dyrektorów są już dyrektorami, a najzdolniejsi fakt też zrobili karierę... pod warunkiem że wyjechali z kraju. Dopóki się to nie zmieni nie osiągniemy dobrego poziomu nauczania, niezależnie czy wydamy więcej mniej czy bardzo dużo. Jeżeli po dobrego studenta już na 5 roku ustawi się kolejka pracodawców ze stabilna i dobra pracą zobaczycie że szybko przegonimy w jakości nauczania Finlandię, Hong-kong i Koreę Pd. Cały problem w tym żeby do takich zdrowych procesów doprowadzić.
  • @Madara 18:14:32
    Pan został magistrem inżynierem, aby zostać dyrektorem?

    Dopytam:
    W prywatnej firmie?
    Czy na "państwowym"?
  • @BTadeusz 20:54:02
    Nie, wyjechałem i po powrocie spotkałem się z kolegą na "piwku" i zupełnie przypadkowo dowiedziałem się, zarówno o tym ze większość w zasadzie 100% kolegów z roku których rodzice byli dyrektorami różnych państwowych czy parapaństwowych (czytaj sprywatyzowanych, tak to nazwijmy instytucji) w zasadzie dziedziczy tę funkcję. Nie musi też to być nawet ta sama branża, np kolega syn prezesa dużego państwowego zakładu przemysłowego został dyrektorem banku. Inny syn dawnego dyrektora kombinatu budowlanego jest dyrektorem dużej firmy budowlanej spółki akcyjnej itd. Ja nie twierdzę że nie można w Polsce wysoko zajść ciężką uczciwa pracą i zdolnościami, choć niewiele znam takich przypadków.
    Ale do czego zmierzam: Jesteśmy w dużej mierze czymś w rodzaju państwa feudalnego(gdzie panami feudalnymi sa dawni bonzowie komunistyczni) z dziedzicznymi przywilejami. Przyznam że sam nie miałem o tym bladego pojęcia że powiązania i układy są tak ważne. W kontekście edukacji jest to o tyle istotne że wg mnie edukujący się ludzie podchodzą racjonalnie do tej kwestii: aby zdobyć jakiś etat, często aby utrzymać posadę państwową czy mieć możliwość awansu muszą mieć papierek zaświadczający wyższe wykształcenie i tylko o ten papierek chodzi. Pani Basia, która podaję kawę i odbiera telefony musi mieć wyższe wykształcenie bo ją nawet na rozmowę kwalifikacyjna nie zaproszą. To że będzie miała dobre wyniki w nauce a potem w pracy w firmie ciągle jeszcze ma w Polsce małe znaczenie. I dotyczy to tez firm prywatnych co ciekawe. Pracując z Niemcami czy Anglikami duże znaczenie mają aspekty merytoryczne, natomiast u nas w Polsce, ciągle wygrywają układy, układziki, plotki, ploteczki itd. Takie są moje doświadczenia i obserwacje, być moze mało reprezentatywne dla całego kraju ale jednak.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930