Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
164 posty 2516 komentarzy

Zapiski spod lasu

Andarian - Mieszkam na górce pod lasem, więc mam szeroką perspektywę spojrzenia na świat.

Czarna dziura na rynku pracy.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Z dedykacją dla zwolenników państwowej edukacji.

Do napisania niniejszego tekstu skłonił mnie swoim tekstem pan Zbigniew Kuźmiuk.

W tytule swojego dzisiejszego tekstu pan poseł użył określenia "czarna dziura" odnośnie rynku pracy w Polsce. Co ciekawe, pomimo, że jest to bardzo trafne określenie pan poseł użył go w całkowicie niepoprawnej formie. Według pana Kuźmiuka czarną dziurą jest bezrobocie.

Czym jest czarna dziura? Według fizyków jest to obiekt astronomiczny o wielkiej masie wciągający każdą cząstkę materii, która znajdzie się wystarczająco blisko obiektu. Ciężko o trafniejsze określenie sytuacji na rynku pracy w Polsce. Ponad połowa pracodawców nie może bowiem znaleźć osób do pracy. Co ciekawe, najczęściej dotyczy to pracy dobrze płatnej jak na polskie warunki. Pracodawcy są gotowi zaoferować sumy znacznie przekraczające średnią krajową pod warunkiem, że kandydat wykaże odpowiednie kwalifikacje. Z tym jednak jest poważny problem. Wina leży po stronie systemu edukacji, który nijak nie jest dostosowany do wymogów współczesnego rynku pracy.

Dla wielu osób w Polsce jest całkowicie niezrozumiałe jak to się dzieje, że Polak lecący do Londynu zarabia na zmywaku więcej, aniżeli większość jego rodaków w kraju. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele. Najistotniejszą jest jednak polski system edukacji.

Każdy człowiek zatrudniony w segmencie nowych technologii zapewnia miejsca pracy dla osób o niższych kwalifikacjach. Zarabiając wystarczająco dużo kupisz dom, który ktoś musi wybudować, zatrudnisz nanię i wystarczy Ci jeszcze na regularne wyjścia na obiad do restauracji. Rzecz jednak w tym, by nie tylko zarabiać wystarczająco dużo. Ważne, by te zarobki były konsekwencją naszej wydajności pracy, a nie układów gwarantujących nam transfer publicznych pieniędzy. Jeśli bowiem wysokie zarobki są wynikiem ciepłej posadki w państwowym przedsiębiorstwie, dofinansowanym z podatków jedyną ich konsekwencją będzie wzrost bezrobocia.

Pojęcie wydajności pracy w przestrzeni publicznej jest bez ustanku wypaczane. Każdy Polak wie, że zarabia mniej od Niemca na tym samym stanowisku, ponieważ jego wydajność pracy jest mniejsza. Co dziwne, ten sam Polak, tak samo pracując za naszą zachodnią granicą jest bardzo cenionym pracownikiem, a w wielu branżach panuje na zachodzie opinia, że nie ma równie pracowitych osób jak Polacy. Trzeba przyznać, że jest to swoisty paradoks. Kiedy jednak zastanowimy się głębiej nad tym zagadnieniem stanie się ono dla nas bardziej niż oczywiste.

Za miarę wydajności pracy powszechnie przyjęło się uważać stosunek PKB do ilości osób go wytwarzających. Tym samym współczynnik ten nie ma nic wspólnego z tym co na chłopski rozum kojarzy się z wydajnością pracy. Warto o tym pamiętać, kiedy kolejna mądra głowa w telewizji będzie nam mówić, że zarabiamy tak mało bo jesteśmy mało wydajni. Zarabiamy mało, ponieważ mamy być rezerwuarem taniej siły roboczej dla "starych" członków UE. Najważniejszym czynnikiem gwarantującym taki stan rzeczy jest polski system edukacyjny.

Na jedno miejsce studiów informatycznych w Polsce przypada 5 kandydatów. Co więcej, bardzo wiele osób nawet nie próbuje składać papierów na te kierunki studiów wiedząc, że i tak nie ma szans się dostać. Przypuszczam, że gdyby nabór na studia inforamtyczne odbywał się na drodze losowania, ilość kandydatów na jedno miejsce przekraczałaby 20. Jest to całkowicie zrozumiałe w sytuacji, gdy średnia pensja informatyka w Polsce wynosi sporo ponad 5000. Podobnie rzecz się ma z większością studiów inżynierskich. Co ciekawe, gdy popatrzymy na oferty pracy zobaczymy, że to właśnie na inżynierów czekają pracodawcy.

Studia inżynierskie w Polsce uchodzą za jedne z najtrudniejszych. Niezależnie czy mówimy o elektronice, informatyce czy budownictwie, studia techniczne były, są i będą niedostępne dla części społeczeństwa. Nie każdy bowiem posiada odpowiednie predyspozycje. Na poziomie rekrutacji odbywa się ostra selekcja, czy jednak przekłada sie ona na późniejszy poziom tych studiów? Niestety nie. Nie dość, że w Polsce mamy zbyt mało kierunków technicznych, to są one całkowicie oderwane od wymagań rynku pracy. Boleśnie przekonują się o tym pracodawcy, którzy zatrudniają człowieka świeżo po studiach. Okazuje się bowiem, że bez licznych szkoleń pracownik po studiach nie ma zielonego pojęcia o tym, co w rzeczywistości w zawodzie jest potrzebne.

Jak wyglądają studia techniczne w Polsce? W pierwszej kolejności jest matematyka. Poważnie zaniedbana na poziomie podstawowym i średnim stanowi najczęstszy powód późniejszej rezygnacji ze studiów. Jeśli studenta nie odrzucono na etapie rekrutacji, to właśnie matematyka staje się prawdziwym sitem. To nic, że skomplikowane całki najczęściej nie będą potrzebne informatykowi w pracy. Jeśli się ich nie nauczy dyplomu nie dostanie. Tym samym poszkodowany będzie pracodawca, niedoszły pracownik, ale także osoby, które nigdy nie myślały o studiach informatycznych. One bowiem nie będą mogły znaleźć pracy, na którą popyt zapewniłby informatyk z dobrą pensją.

Każdy centralnie sterowany system wykazuje poważne opóźnienia przy dostosowywaniu się do panujących warunków. Tak też jest w przypadku systemu edukacji. Proces edukacji ucznia w Polsce trwa od 12, nawet do 20 lat. Nawet szkoły prywatne, których w Polsce jest jak na lekarstwo są zależne od państwa. Tym samym skutki wszelkich zmian w tym systemie stają się w pełni widoczne najwcześniej po 20 latach. Biorąc pod uwagę wszelkie korekty w systemie oraz kształcenie kadr należałoby nawet mówić o 40 latach. Warto wspomnieć, że 40 lat temu nie istniała połowa najlepiej płatnych obecnie zawodów. W obliczu tego, wszelkie zapewnienia ze strony polityków, że postulowane przez nich zmiany programu przyniosą zbawienne skutki należy traktować z poważnym przymrużeniem oka. Jeśli bowiem wspomniany polityk nie jest prorokiem, wszelkie propozycje zmian w programie z jego strony mają charakter czysto spekulacyjny.

Mowa o walce z berobociem w Polsce bez wysuwania postulatów likwidacji centralnego sterowania systemem edukacji jest czystą demagogią. Jeśli bowiem pracodawcy nie będą mieli wpływu na proces nauczania swoich przyszłych pracowników problem bezrobocia w dłuższej perspektywie będzie tylko narastać.

KOMENTARZE

  • Nie ma sprzeczności
    pomiędzy edukacją "państwową" a więc finansowaną z budżetu, co jest realizacją pewnej sprawiedliwości społecznej wobec dzieci i młodzieży z różnych warstw, a systemem edukacji dostosowanym do warunków rynku pracy. Problem jest tylko w centralnym sterowaniu. A Ty zdajesz się sugerować, że również w źródle finansowania. Może też źle Cię zrozumiałem. Ale poza tym - zgadzam się.

    Zresztą uważam, że problemem nie jest sam system, bo ten zawsze jest niedoskonały. Problemem jest to, że w Polsce nie rządzą Polacy, patrioci, prawdziwi katolicy. A Ci, którzy udają, że rządzą, realizują dyrektywy unijne, żydowskie, rosyjskie. Jeśli robią COKOLWIEK z korzyścią dla Polski i Polaków, to tylko przypadkowo. I zaraz się to "naprawia"...
  • @space 18:16:36
    Sprzeczności nie ma tylko na pozór. Jeśli bowiem ktoś płaci, ma prawo wymagać, a to w przypadku płacenia przez państwo implikuje w większości przypadków centralne sterowanie. Oczywiście jeśli jedyną rolą państwa w tym wypadku byłoby przekazywanie rodzicom uczniów voucherów na edukację dzieci to faktycznie byłoby rozwiązanie o niebo lepsze od obecnego.
  • @Andarian 18:32:40
    A co z ramami programowymi dotyczącymi wiedzy o historii Polski, klasyczną literaturą polską? W ujęciu prywatnym byłoby to nieopłacalne (lepiej zastąpić lekcjami matematyki i fizyki), a jednak jest konieczne dla utrzymania świadomości narodowej. Pewne rzeczy zespoły ludzi naprawdę kompetentnych powinny ustalać "centralnie". Podobnie z innymi strategicznymi kwestiami i zasobami kraju. Na wolnym rynku zostaną one zawłaszczone przez grupy interesów z większym kapitałem. W ten sposób Polska szybko przestałaby istnieć (tzn. w tym samym tempie co teraz albo szybciej). 100%-owo wolny rynek w każdym aspekcie jest ideą doskonałą tylko z pozoru. Są takie rzeczy, których się nie kupuje i nie sprzedaje z zasady.
  • @space 20:40:24
    "... wiedzy o historii Polski, klasyczną literaturą polską? W ujęciu prywatnym byłoby to nieopłacalne (lepiej zastąpić lekcjami matematyki i fizyki)"
    Wiedza o historii Polski jak i o historii innych narodów i państw uczy myślenia o związkach przyczynowo skutkowych, daje możliwości poznania metod podejmowania różnych decyzji. Klasyczna literatura jest nieoceniona w przeprowadzaniu wszelkiego rodzaju transakcji handlowych, gdyż pokazuje jak poruszyć emocje drugiej strony. Nauczanie tych przedmiotów nie będzie nieopłacalne. Natomiast nie byłaby opłacalna nauka na pamieć dat różnych wydażeń.
  • @space 20:40:24
    a gdzie masz napisane w idei wolnorynkowej, że "wszystko jest na sprzedaż" ???

    Wolny Rynek oznacza realizację WOLNEJ WOLI CZŁOWIEKA !!!

    A jeżeli wyrazem tej WOLNEJ WOLI CZŁOWIEKA jest NIESPRZEDAWANIE czegoś za ŻADNĄ CENĘ, to to właśnie jest WOLNY RYNEK ...

    JASNE !!!???
  • @space 20:40:24
    Wszystkim osobom, które przytaczają argument mówiący, że bez obowiązkowej nauki historii w szkole Polska zginie przypomnę, że przez 123 lata w Polsce nie było obowiązkowego nauczania naszej historii, co więcej, jej nauczanie często było karane. Jednak kiedy przyszedł rok 1918 okazało się, że patriotyzm tych osób i umiłowanie ojczyzny było niewspółmiernie większe, aniżeli możemy obserwować obecnie.

    Jeżeli coś robisz z przymusu, to jesteś bardziej skłonny do niechęci względem tego, nawet jeśli z własnej woli sam byś to wybrał.
  • @Ultima Thule 21:24:09
    Uspokój się, to pogadamy. Okazuj szacunek, a będzie sens, by z Tobą dyskutować.
  • @Andarian 22:12:21
    Są dziś zupełnie inne czasy niż 100 czy 200 lat temu. Szatan dysponuje innymi narzędziami zniewalania i omamiania społeczeństw. Czyż nie jest powiedziane, że większość da się skusić na haczyk tzw. "dobrobytu"? Dziś niczego się prawie nie zabrania, gdyż pokusy, by sięgać po to, co daje wymierny zysk lub zwykła rozpusta skutecznie odwracają uwagę od tego, co tak bardzo istotne, niezbędne, by trwało dobro setek lat tradycji. Bez tego dobra naród zginie. Jest prawdą, że ten nikły procent ludzi mądrych może odtworzyć kulturę Narodu. Jednak tylko pod warunkiem, że uzyskają oni dostęp do narzędzi przekazu. Muszą rządzić i wprowadzać te pozytywne, staranie wyselekcjonowane wzorce. Bez jakiegoś rodzaju odgórnego zarządzenia w tych kwestiach zły szeląg ludzkiej słabości wyprze to, co najdoskonalsze.

    Wolnorynkowcy rozumują tak, jakby przeciętny człowiek istotnie był wolny w swych wyborach i kierował się rozumem. Tymczasem naocznie doświadczamy, jak kieruje się ku zgubie - na całym prawie świecie. Konsumpcjonizm pochłania setki milionów dusz, ludzie stają się prawie maszynami. Czyż kultura masowa nie jest wytworem wolnego rynku? Produkuje się na potrzeby ludu ujednoliconą i fatalnej jakości muzykę i filmy, bo to jest proste i bezpieczne dla tych, którzy mają najwięcej środków. Nie promuje się geniuszu i twórców, którzy niosą prawdę i powiew świeżości. Wszystko, co ma możliwość większego wpływu na społeczeństwa, jest pod ścisłą kontrolą. Idea wolnego rynku nie poprawi tego stanu rzeczy, tak jak z chaosu atomowej zupy życie nie wyłoni się bez udziału Inteligencji, która jest ponad nią.

    Kto chce tworzyć tu na ziemi przedsmak Królestwa Niebieskiego, wolny musi być od wiary w zbawczą moc każdej idei, poza Bogiem samym, który jest nieprzenikniony. Wolny rynek sprawdza się tam, gdzie nie potrzeba inteligentnej strategii - a więc w prawie całej przestrzeni ekonomicznej. W pewnych jednak jej obszarach niezbędna jest kontrola rozumiejąca porządek wyższy i jemu oddana.

    Nie można oddawać masom ani losowi tego, co święte i kluczowe przede wszystkim w sensie eschatologicznym. Pasterze muszą dbać o owce i kierować nimi, dbać o ich bezpieczeństwo.

    Jeśli Polska ma być Tym Miejscem, w którym chcemy zrealizować wzór dla innych narodów - miejscem najdoskonalszym na Ziemi dla rozwoju człowieka jako całości - ciała i duszy - to nie możemy pozwolić, aby to, co jest źródłem i sensem Polskości oddano na pastwę bezosobowych procesów. Przykład - lasy państwowe.

    Należy wszelako opracować inne sposoby zabezpieczania tej świętej własności wszystkich Polaków i nauczyć ich dbania o nią. Tego nie uczynią szkoły w postaci firm, których celem będzie edukacja ludzi dla celów zarabiania jak największej ilości pieniędzy. Państwo mądrze zarządzane musi zadbać o to, by wzrastała od dzieciństwa miłość do Ojczyzny i świadomość obowiązków wobec niej. Obawiam się, że realizacja tego ideału bez pewnych elementów centralnego sterowania jest niemożliwa do zrealizowania. Czyż państwo nie jest organizmem żywym? Przecież w każdej żywej strukturze jest jednostka centralna, która zarządza - bierzmy przykład z przyrody! Musi być jednak zdrowa i uczciwie współpracować, a tego przecież nie mamy w Polsce od kilkuset lat. A więc nie wolny rynek i nie rządy garstki kapitalistów albo socjalistów, tylko na pierwszym miejscu Prawda.
  • @space 23:27:19
    "Wolnorynkowcy rozumują tak, jakby przeciętny człowiek istotnie był wolny w swych wyborach i kierował się rozumem."

    Chyba tylko dlatego że w biblii przeczytali że Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo oraz że Bóg dał człowiekowi wolną wolę. I teraz nie rozumieją dlaczego ktoś inny niż Bóg ma ten dar odbierać.
  • @space 23:27:19
    Lasy Państwowe stanowią w chwili obecnej grabież na społeczeństwie. Jakieś 6 miliardów złotych parcelowanych między krewnych i znajomych królika. W kwestii kultury masowej napiszę tylko tyle, że kultura wyższa nie jest dla każdego, a ta masowa to nie jest kultura, tylko rozrywka. Nie jest także wytworem wolnego rynku. Jest ona tylko narzędziem w rękach oligarchii.

    Państwo nie jest organizmem żywym. To naród nim jest. Państwo to tylko "strój" który przywdziewa naród. Dlatego tak ważne jest, by ten "strój" nie krępował ruchów.

    Centralny program edukacji jest narzędziem indoktrynacji, kontroli i manipulacji. Wiara w to, że narzędzie to w rękach dobrych ludzi da dobre efekty jest klasycznym myśleniem, że cel uświęca środki.

    Powołujesz się na prawdę. Problem w tym, że monopol na prawdę ma Bóg, a człowiek może tylko dążyć do prawdy.
  • @Andarian 09:32:02
    //Jakieś 6 miliardów złotych parcelowanych między krewnych i znajomych królika. //

    Na wolnym rynku bez minimalnej kontroli, chciwość bierze zawsze górę nad miłosierdziem i albo "kolesie" albo większy kapitał dokona przejęcia tego, co jest dobrem wspólnem. Praktycznie bez możliwości odzyskania innej niż siłowa. Monopolista narzuca nieuczciwe warunki. Władza korumpuje.

    //kultura wyższa nie jest dla każdego//

    Może być. Powinna być. Wymaga to właśnie edukacji. Wymaga pasterzy, którzy rozumieją więcej i dbają o to, aby naród rozwijał się. Tego wolny rynek nie zapewnia wszystkim a tylko tym, których rodzice mają więcej zasobów i zrozumienia z przyrodzenia. To nie jest sprawiedliwe.

    /rozrywka. Nie jest także wytworem wolnego rynku. //

    Jest - dość bezpośrednio. Produkuje się na wolnym rynku to, co się lepiej sprzedaje. Lepiej sprzedaje się to, co jest łatwe. Co do oligarchii - zgoda. Ale gdyby zły szeląg nie wypierał dobrej monety, oligarchia nie miałaby w ręku tego narzędzia. Wiedząc, że łyżka dziegciu psuje beczkę miodu, należy bardzo starannie dobierać treści dostępne w środkach masowego przekazu. To powinno być kontrolowane - oczywiście cała prawda, ale tylko w czystej, możliwie nieskażonej grzechem formie. Czy rozumiesz, co mam na myśli?

    //Państwo nie jest organizmem żywym. To naród nim jest.//

    Zgoda. A w tym narodzie są jednostki wybitne, które powinny sterować najważniejszymi procesami i dysponować w jakiś sposób najważniejszymi zasobami. Jak w każdym organizmie żywym. Twoja poprawka nie zmienia sensu i zasadności głównej myśli, ktzórą starałem się tą analogia przekazać.

    //Centralny program edukacji jest narzędziem indoktrynacji, kontroli i manipulacji. //

    Tak jest, ale tak być nie musi i tak nie będzie. Poza tym nie mówię o centralnym programie, a raczej o pewnym jego szkielecie. Nie musi być wszystko pod kontrolą, ale pewne rzeczy powinny być.

    //Wiara (...), że cel uświęca środki. //

    Nieprawda. Ograniczenia i nakazy nie zawsze są "środkami" do zniewolenia. Dlaczego Bóg zakazał spożywania pewnych owoców? Bo lepiej wiedział, co dla nas dobre. Dlaczego człowiek posiada szkielet, który w jakiś sposób ogranicza jego formę? Ponieważ pewne struktury są optymalne dla osiągania określonych celów. Dlaczego nie pozwalamy dzieciom bawić się ogniem? Przecież to takie odkrywcze! Wolność absolutna nigdy nie istnieje. Wolność to możliwość wykonywania tego, co dobre.

    //Problem w tym, że monopol na prawdę ma Bóg//

    Tak. I On nam tę prawdę pokazuje w Swoim Słowie. To jest źródło z którego mamy korzystać, a nasz rozum musi uzgadniać, czy jego produkty podlegają prawdzie. Starałem się użyć rozumu, aby uargumentować, że pewne zasady powinny być narzucone odgórnie.
  • Po raz kolejny przekonuję się, że żyjesz w innym kraju, ciekawe jakim
    "Ponad połowa pracodawców nie może bowiem znaleźć osób do pracy. Co ciekawe, najczęściej dotyczy to pracy dobrze płatnej jak na polskie warunki."

    Biorąc pod uwagę dalszy ciąg cytatu, ta dobrze płatna praca wymaga kwalifikacji, chociaż niekoniecznie odpowiednich.

    Co to jest dla Ciebie dobrze płatna praca ? Czy wynagrodznie powinno np. być wyższe od kosztów dojazdów do pracy, czy też może nie musi ?

    Bo większość propozycji pracy od rodzimych bzzzzzmenów nie pokrywa kosztów ponoszonych przez pracownika. Taka jest Polska rzeczywistość.


    " Pracodawcy są gotowi zaoferować sumy znacznie przekraczające średnią krajową pod warunkiem, że kandydat wykaże odpowiednie kwalifikacje."
  • @interesariusz z PL 11:41:55
    "Biorąc pod uwagę dalszy ciąg cytatu, ta dobrze płatna praca wymaga kwalifikacji, chociaż niekoniecznie odpowiednich." - czy mógłbyś pisać w sposób zrozumiały?

    Dobrze płatna jak na polskie warunki praca to praca powyżej średniej krajowej. Koszty pracownika nie mają nic do tego. Jeśli wydaje więcej niż zarabia to znaczy, że żyje ponad stan. Ja doskonale rozumiem, że w naszym kraju wielu osobom żyje się ciężko, ale nikt nikomu nie każe kupować nowego telewizora co dwa lata. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie twierdzę, że wszyscy tak robią. Wiem, że są osoby, którym nawet na chleb brakuje. Rzecz w tym, że taki stan rzeczy jest efektem tego, że brakuje w Polsce osób o kwalifikacjach pozwalających na wykonywanie tej dobrze płatnej pracy, która cały czas czeka na pracowników.

    Odnoszę wrażenie, że starasz się zaklinać rzeczywistość. Ja piszę, że jest wielu pracodawców oferujących płace powyżej średniej krajowej, ale brakuje ludzi z kwalifikacjami, a Ty wyjeżdżasz z tekstem, że pracodawcy oferują mniej niż koszty pracownika.

    Zrozum, że każdy wolny etat za kwotę powyżej średniej krajowej oznacza niższe zarobki reszty społeczeństwa. Ja piszę właśnie o tych etatach. Piszę o tym, że z powodu złego systemu edukacji nie potrafimy w naszej gospodarce zaspokoić popytu na prace przynoszące największe korzyści, czego konsekwencją są niższe pensje reszty społeczeństwa.
  • @space 11:00:29
    Monopolista nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem. Zarządcy Lasów Państwowych okradają nas na kilka miliardów złotych. Lasy Państwowe nie są też żadnym dobrem wspólnym. To, że można sobie zbierać jagody i grzyby o niczym nie świadczy. Nie możesz nawet zbierać chrustu w lesie. Jaka to jest więc własność wspólna?

    Twierdzenie, że kultura wyższa jest dla każdego jest nieporozumieniem i jedną z większych bzdur jakie kiedykolwiek przeczytałem. Kultura wyższa nie może być dla każdego, bo przestanie być kulturą wyższą i zdegraduje do kultury masowej. Będziesz miał różne Vaneski Mae i dresiarzy mówiących o tym, że Bach pisał fajne ringi na komórkę. Żadna edukacja w tym nie pomoże.

    W kwestii "pewnego szkieletu" programowego, to on będzie istnieć też na wolnym rynku. Żaden urzędnik do tego nie jest potrzebny. Owszem, zdarzy się szkoła, czy dwie, gdzie uczniowie nie poznają Szekspira, znajdzie się szkoła gdzie nie poznają Prusa. Ale będzie to margines, który może mieć pozytywny wpływ na całokształt. Wiara w to, że do poznania historii czy literatury potrzebny jest nauczyciel z programem jest pozbawiona sensu.
  • Nasze największe bogactwo to
    nie "wungiel" ani "pyry" tylko ludzie. To największe bogactwo naszego kraju. PO 89 r. Polacy byli ewenementem w Europie Środkowej. Byli niesamowicie przedsiębiorczy, handlowali robiąc rajdy po całej Europie, wyjeżdżając do Tajlandii, Turcj, Indiii. Wdzierali się na rynki i rzucali wyzwanie największym koncernom i często wygrywali. Pamiętam jak z kolegami z technikum wyjeżdżaliśmy po "jamniki"(takie specyficzne magnetofony) do Wiednia, potem po trampki do Czechosłowacji, kredki przywoziliśmy z z Węgier itd. To była nasza mała cegiełka przedsiębiorczości w rodzącej się nowej rzeczywistości. Te siermiężne czasy były jak oddech wolności, prawdziwej wolności, po okresie komuny zanim znów zagoniono nas batami i zaprzęgnięto w niewolniczy kierat narodu 3 a może 4 kategorii. Jakże inni są dzisiejsi uczniowie technikum. Jakże inni są dzisiaj ludzie tak niegdyś przedsiębiorczy, dzisiaj upupieni, zgorzkniali, przegrani. Co się stało z tym niegdyś tak niesamowicie witalnym narodem?
  • @Andarian 13:15:24
    czemu udajesz głupka, czy warto w ten sposób się spierać

    1. Koszty pracownika nie mają nic do wynagrodzenia ? a to dobre ! A czemu koszty firmy mają wpływ na jej kondycję ekonomiczną ? Przecież nie chodzi o telewizor, rozrywki, czy nawet o utrzymanie pracownika przy życiu. Chodzi o koszty pracownika ponoszone w związku z pracą, np. koszty dojazdu. Tak było za komuny. Teraz pracownik musi sfinansować swoje stanowisko pracy - u pracowdawcy, aby ten łaskawie pozwolił mu pracować. Więc co wyjeżdżasz z życiem ponad stan. Przyjmij na wiarę, skoro tego nie wiesz, że w Polsce najczęściej oferuje się głodową pensję, z której połowę pracownik musi oddać na utrzymanie pracy, jeszcze przed zjedzeniem kuroniówki.

    2. Napisałeś całkiem co innego. A mianowicie - brakuje ludzi do pracy dobrze płatnej, jak na poskie warunki, a także jeśli kandydat wykaże odpowiednie kwalifikacje, to za wynagrodzenie znacznie przekraczające średnią krajową, a więc nie pitol, że brakuje ludzi z kwalifikacjami, bo w pierwszym zdaniu nie postawiłeś tego warunku.

    Jeszcze zapytam, a jak zdobyć owe odpowiednie kwalifikacje ? Czy ci, którzy są zatrudnieni, je mają ?

    3. Ostatniego rzeczywiście nie rozumiem. Czemu wolny etat na dobrze płatne stanowisko obniża zarobiki pozostałych pracujących ? A etat na słabo płatne nie !
  • @Andarian 13:15:24
    wysiadł edytor, kontynuacja

    chyba, że chodzi Ci o to, że ten etat to jest etat rządcy, twórcy, i jak go nie ma, to pozostali są tylko zatrudnieni, a roboty nie mają.

    System edukacji jest zły, z tym, że ja bym go zmienił w przeciwnym kierunku, niż Ty. Po mojej reformie żaden absolwent nie zaspokajałby popytu na jakieś prace, natomist umiałby się "pracy" nauczyć, jeśli ktoś taki jak Ty, co to wie, co wypuścić na rynek, powiedziałby mu jakiej, no i zatrudnił.
  • @interesariusz z PL 23:18:54
    Na początek odniosę się do pkt.3.

    Wolny etat na dobrze płatnym stanowisku obniża zarobki pozostałych pracujących dlatego, że stanowi marnotrawstwo potencjału. Jeżeli jest praca do wykonania i wiadomo, że przyniesie ona dochód zarówno pracodawcy jak i pracownikowi to jeśli ten etat pozostanie wolny to zarówno dobra wytworzone na tym etacie nie powstaną, jak i nie będzie popytu na dobra, które kupiłby człowiek dobrze zarabiający. Tym samym ogólne bogactwo będzie mniejsze aniżeli mogłoby być. Tłumaczyłem to przykładem domu, niani i obiadów w restauracji. Jeżeli przykładowo firma szuka informatyka, ale nie może znaleźć to nie powstanie zarówno program, który ten informatyk by napisał, jak i dom, który ten informatyk by kupił, gdyby miał kwalifikacje do podjęcia tej pracy.

    ad 2. napisałem "Ponad połowa pracodawców nie może bowiem znaleźć osób do pracy. Co ciekawe, najczęściej dotyczy to pracy dobrze płatnej jak na polskie warunki. Pracodawcy są gotowi zaoferować sumy znacznie przekraczające średnią krajową pod warunkiem, że kandydat wykaże odpowiednie kwalifikacje." - innymi słowy, jest praca i płaca, ale nie ma ludzi, którzy byliby w stanie ją wykonać.

    ad 1. Ja doskonale wiem, że bardzo często oferuje się głodowe pensje. Nie tego jednak tyczył się mój artykuł. Pisałem o tym, że oprócz pracy, za głodowe pensje jest sporo pracy za dobrą płacę, ale brak do niej ludzi z kwalifikacjami. Gdyby wszystkie te dobrze płatne etaty były zajęte przez ludzi z kwalifikacjami to i te bardzo często głodowe pensje byłyby wyższe (patrz odpowiedź ad 3)

    W kwestii systemu edukacji to zgodzę się w 100%, że system powinien kształcić ludzi w taki sposób, by byli w stanie w krótkim czasie zdobyć kwalifikacje do podjęcia pracy, nawet takiej, która ma niewiele wspólnego z ich "wyuczonym zawodem". Jak przypuszczam widzimy zupełnie inaczej kształt tego systemu, ale cel określamy podobnie.

    W kwestii pytania o zdobycie kwalifikacji mogę odpowiedzieć tylko, że w naszych polskich warunkach jedyny sposób to samokształcenie. Co gorsza samokształcenie bez "nawigacji".
  • @interesariusz z PL 23:22:48
    Natomiast w kwestii tego jak ludzie wykonujący te dobrze płatne stanowiska zdobyli kwalifikacje (nie mam na myśli "krewnych i znajomych królika" i wszelkich patologii, piszę o stosunkowo niewielkiej grupie ludzi, która zdobyła dobrze płatne stanowiska dzięki własnej wiedzy i umiejętnościom) to w większości firm, w których pracodawcy nie potrafią znaleźć osób z kwalifikacjami, ale są gotowi poświęcić czas i pieniądze na dostosowanie pracownika do wykonywanej pracy, głównym kryterium jest potencjał osoby. Na rozmowach kwalifikacyjnych robione są testy na inteligencję, a zatrudniani tylko Ci, o których można z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że zdobędą kwalifikacje bardzo szybko.
  • praca dla dobrze wykwalifikowanych ??!!
    Z przyjemnościa czytam pańskie posty ale pisanina, że jest praca dla dobrze wykwalifikowanych to chyba nie zamierzony żart...jestem niexle wykwalifikowany, z duuuuzym doświadczeniem i...w 2005 podjąłem decyzję o wyjeździe...powód, po prostu poszukiwany informatyk lat 25 ze znajomością C++, Javy, Delphi, z orientacja w aspektach finansów, księgowości i lgistyki z 30letnim doświadczeniem... momentami zastanawiałem sie na jakim świecie żyję... po roku życia na emigracji przyjechałem na inerview do firmy informatycznej jako wdrożeniowiec (to moja ulubiona działka IT) zaproponowano mi ułamek tego co zarabiałem w fabryce ciast jako fizyczny...wróciłem do miąchania ciasta i...wyjazdów czasem kilka razy do roku wróżne części świata... obecnie pracuję w IT...sam sobie sterem, żeglarzem okrętem...źle nie jest i krok po kroku coraz lepiej...
    choc raj tutaj też nie jest bo angole są przekonani (w pewnym sesnsie słusznie) że ich system kształcenia daje najlepszych speców...dlatego z dyplomami z Europy środkowej ciężko się przebić a już ostatnie roczniki to qrka wodna kto im dał te dyplomy... ja swojeo na śmietniku nie znalazłem... czesm myślę o Polsce ale internet skutecznie mnie odstrasz od rządów mniłości i państwa które co rusz zdaje egzaminy za pomoca kopaczek kopiących w głąb na metr jeden... tutaj edukacja jest finansowana przez państwo i przez samych studentów...dogodne raty, pożyczki, treningi...często proszą się abyś raczył się szkolić...choc czasem to szkolenie przyybiera humorystyczne elementy...np isntalowanie serwerów jest czysto teoretyczne...nawet niema gdzie tego przećwiczyć... za to opisów, teorii etc od metra i ciut, ciut... no cóż, biurokracja... ale po prostu albo sie przykładasz albo piwkujesz w pubie...wielu wybiera pifffko ale jest sporp ludzi którzy się szkolą, często w bibliotece można spotkać...i pogadać ;-) osobiście cenię sobie niezależność...kokosów nie zarabiam ale nie jest źlemoże jeszcze w tym, zyciu kupię bambusowy dom na Karaibach albo innym ciepłym morzem...
  • @gorylisko 03:03:27
    Mam kontakt z paroma osobami zatrudnionymi w dużych firmach związanych z informatyką. W każdej prowadzona jest rekrutacja i rekrutujący narzekają na niskie kwalifikacje i brak odpowiednich kandydatów. Jeden ze znajomych zajmuje się właśnie rekrutacją. Owszem, stawki początkowe nie są zbyt wysokie, ale tylko w okresie próbnym. Oczywiście w porównaniu z pensjami w Anglii to i tak to blado wychodzi (w efekcie informatyk może dostać po okresie próbnym niewiele więcej niż wynosi minimalna stawka w UK) niemniej jednak są to przyzwoite pieniądze jak na polskie warunki. Nie ulega wątpliwości, że to i tak jest potwarz dla pracownika, ale w takim kraju już żyjemy.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930